Andrzej Kisielewski, DWIE FORMY.
Marzanna Morozewicz maluje obrazy o bardzo osobistej narracji. Mogłoby się również wydawać, że jej malarstwo jest próbą szukania jakiejś własnej teorii formy (co już na przykład dla Kandynskiego stanowiło podstawę wszelkiego doświadczenia artystycznego). Można więc sądzić, że sens tych obrazów lub jak chciałby Roland Barthes – „tekst” – wynika z formy i równocześnie w niej (w rozumieniu już czysto malarskim) się też zawiera. Artystka maluje jednak bardziej intuicyjnie niż pod wpływem wcześniej przyjętych i następnie konsekwentnie realizowanych założeń. Intuicyjne malowanie zakłada element niepewności i dlatego nie znajdziemy tutaj świata uporządkowanego i dającego się łatwo określić i przewidzieć.
Każdy obraz jest w istocie innym opowiadaniem i pomimo wspólnoty narracyjnej tworzy oddzielny świat – często o odrębnej poetyce. Mamy więc do czynienia bardziej z szukaniem rzeczywistości form – wynajdywaniem ich wzajemnych relacji i wspólnego dlań kontekstu niż jednoznacznym tego określaniem niejako z góry. Obrazy Marzanny Morozewicz na ogół nie tworzą więc zamkniętej i sztywno określonej konstrukcji malarskiej w tradycyjnym rozumieniu.
Stanowią raczej jej negację. To powoduje, że taki sposób w pracy nad obrazem musi być dla artystki bardzo trudny.
W malarstwie Marzanny Morozewicz nic właściwie nie jest pokazane wprost.
Wszystko jest na swój sposób ściszone i skryte, chociaż czuje się tutaj siłę niepokojących emocji.
Formy przez nią malowane nasycone są bowiem specyficznie osobistymi znaczeniami.
“Forma to wyraz wewnętrznych treści” – pisał w 1912 roku Kandynski. W przeciwieństwie do malarstwa Kandynskiego tutaj nie jest to forma wyzwolona i nie ma też ujawniać swojej niematerialnej istoty. W malarstwie Marzanny Morozewicz jest ona bowiem nad wyraz materialna i odnosi się nie tyle do pierwiastka duchowego (jak chciałby Kandynski) ile bardziej do fizycznej doczesności. Wyciszenie tych obrazów przy bliższym spojrzeniu okazuje się również być jedynie pozorne. Pod warstwą pewnej dekoracyjności owe często nieokreślone w swoim kształcie i zgaszone w sensie kolorystycznym formy okazują się być nasycone iście biologiczną witalnością. Kolor zaś zdaje się być nie tyle prymarnym budulcem obrazu lecz przede wszystkim nośnikiem mitologii określonej przez artystkę, której nie chce ona wprost ujawniać. Dwa trójkąty, zbudowane delikatnie żółcią, mogą więc w jej obrazach krzykliwie wyłaniać się z białożółtego tła. Innym razem dwie szarobłękitne płaszczyzny, pomimo stanu pozornej równowagi swoją wzajemną relacją mogą tworzyć rodzaj energetycznego napięcia. Mogą to być formy płynne, na swój sposób biologiczne – określone zamaszystym ruchem pędzla. Innym razem artystka tworzy obraz umieszczając weń kształty poddane racjonalnym założeniom geometrii – trójkąt lub prostokąt.
Wszystkie te znaki malarskie, płaszczyzny, kształty lub barwne ślady tworzą określony przez artystkę nastrój obrazu. Dzieje się tak poprzez wyszukanie w płaszczyźnie płótna ich wzajemnych relacji, ich dynamiki lub statyki, dźwięczności lub wyciszenia barwy. Wszystko zaś składa się na to,że owe formy malarskie mogą pozostawać wobec siebie w relacjach czasami partnerskich lub znajdować się w stanie irytującego naprężenia. Obrazy Marzanny Morozewicz objawiają specyficzny rodzaj witalności, co wskazuje że mamy do czynienia z refleksją dotyczącą zarówno sfery życiowej jak i czysto malarskiej. Można bowiem spojrzeć na jej malarstwo jako na specyficzny rodzaj figuracji, której znamieniem stałaby się skryta, bo nie dosłowna, antropomorfizacja formy malarskiej. Twórczość artystki byłaby w takim ujęciu ukazywaniem – jak się może wydawać – treści bardzo osobistych, niemal intymnych w zewnętrznym, a więc wizualnym kształcie obrazu. Zasadniczym jednak leitomtivem wspomnianej na wstępie narracji stają się dwie formy, pojmowane w sposób przede wszystkim malarski.
Tekst został opublikowany w katalogu do wystawy DWIE FORMY, Galeria Biała, Lublin 1996.