Jan Gryka, TU I TERAZ.

Od pierwszej wystawy Marzanny Morozewicz w Galerii Białej w Lublinie w 1996 roku minęło już sporo czasu oraz zaszło wiele zmian, również w jej twórczości. Generalnie można powiedzieć, że pierwsze obrazy artystki były abstrakcyjne i zawierały w sobie geometryczne formy w powiązaniu z malarskim gestem. Miały one cechy, nazwijmy to, kontemplacyjne czy medytacyjne – jednak nie są to stwierdzenia „ostre” i dokładnie opisujące istotę tych wczesnych cykli obrazów. Z mojej perspektywy było to malarstwo wynikające poniekąd z edukacji akademickiej, co oczywiście nie podważa jego jakości, ale dopiero przełamanie tej konwencji wniosło to „coś”, co definiuje sztukę Marzanny Morozewicz.

Czas, w którym zaczęły powstawać odciski ciała znane jako Torsy (ok. 2003 roku) czy obrazy i obiekty haftowane, można by odczytywać jako moment odkrycia jej personalnego języka wizualnego. Wówczas nastąpiła jakaś istotowa zmiana w malarstwie artystki, które stało się odtąd zupełnie innym komunikatem. Dla mnie jednak tym najważniejszym momentem w jej twórczości było pojawienie się różowej korony cierniowej na szarym niezagruntowanym płótnie. To, że była różowa i została namalowana przez kobietę, usytuowało autorkę w grupie artystek feministycznych. I choć Morozewicz od tego określenia ucieka, to moim zdaniem ów kontekst wzmacnia znaczeniowo tę pracę. Komunikat płynący z Różowej Korony Cierniowej nie dotyczy tylko jej samej, a raczej tego, co głosi Kościół jako hierarchiczna struktura, w której kobiety są w zasadzie nieobecne, zaś sens i obraz wiary objawia się wyłącznie w formie męskiej ikonografii. Tak więc Różowa Korona Cierniowa stawia pytanie o miejsce kobiet w wierze, kulturze i generalnie w cywilizacji. Okazuje się, że żeńska płeć również uczestniczy w jej rozwoju i jest niemniej ważna, a nawet potrafi malować takie obrazy, które być może w męskim świecie są nawet nie do pomyślenia!

Kolejny obszar twórczości Morozewicz, który ukształtował się w międzyczasie, to różnego rodzaju obiekty haftowane oraz prace zawierające w sobie jakieś materialne przedmioty, odnoszące się do sfery prywatnej czy rodzinnej. Tak więc znów okazuje się, że to, co jest nam najbliższe, wcale nie łatwo i nie w sposób oczywisty staje się sztuką. Wydaje się, że trzeba sporo przeżyć i zrozumieć, by taki gest świadomie uczynić. Jest to również znak powrotu do własnej tożsamości i ostateczne zerwanie ze szkołą oraz obowiązującymi kanonami w sztuce, takimi na przykład, że trzeba malować obrazy, szczególnie olejne, aby być artystką/artystą! A dobitnie o tym zaświadcza opowieść Morozewicz o żydowskim kołnierzu: Porządkowaliśmy taty rzeczy. Była wśród nich pelisa, taki płaszczyk o przedwojennym kroju, podbity futerkiem z kołnierzem z wydry. Niezwykle archaiczna rzecz, ale ojciec nosił ją, odkąd pamiętam. Futro owo pochodziło z żydowskiego getta w Białymstoku i babcia artystki otrzymała je jako zapłatę za żywność. Postanowiłam, że tej rzeczy nie można ot tak wyrzucić. Kołnierz wyprułam i wszyłam w obraz. Futro zostało przykryte jeszcze tiulową zasłonką. Trzeba ją podnieść, żeby zobaczyć wydrę. Prace z tego cyklu tak opisuje Michał Jachuła w ulotce towarzyszącej wystawie Widok zapożyczony w Galerii Białej z 2011 roku: zbiór prac z wykorzystaniem prawdziwych rodzinnych „skarbów” ma najbardziej poetycki charakter. Obiekty zapożyczone z historii własnego życia, a dokładniej dzieciństwa, stają się symbolami przypominającymi bliskich artystki. Użytkowe przedmioty, którym autorka zmienia znaczenie, traktowane są z namaszczeniem niczym relikwie i talizmany.

Wymienione tu przykładowe prace czy cykle w sposób naturalny funkcjonują do tej pory. Jakaś nowa otwarta furtka pozostaje w tej twórczości jako pewna konieczność czy wręcz nieuniknioność! Tu znów posłużę się obszernym cytatem z Michała Jachuły, który niezwykle trafnie opisuje obrazy Morozewicz ze wspomnianej już wystawy, ale też sądzę, że cytat ten świetnie charakteryzuje całą jej twórczość związaną z wątkami malarskimi: Zebrane prace, (…) wyrażają przede wszystkim widoki „w głąb siebie” i namysł nad przemijaniem, ulotnością ludzkiego życia oraz sprawami duchowymi, będącymi ważnym aspektem człowieczeństwa. Cykl Widoków zapożyczonych zrealizowany w tak różnych mediach jak malarstwo, instalacja, obiekt artystyczny oraz tkanina można bardziej precyzyjnie określić mianem obrazów artystki nad sprawami doczesnymi i wiecznymi. Tu przywołajmy jeszcze jedną pracę artystki, która w sposób bezpośredni nawiązuje do historii sztuki i z niej kreatywnie korzysta, „zapożyczając” motyw, ale w taki sposób, iż powstaje artefakt zaświadczający o pierwotnym dziele oraz komunikat zupełnie o czymś innym!

Czarny obraz nawiązujący do Czarnego kwadratu na białym tle Kazimierza Malewicza jest niewielkim (30×30 cm) Widokiem zapożyczonym, czyli w istocie haftem wykonanym bezpośrednio na podobraziu. I znów odwołajmy się do tekstu Jachuły: W wydaniu Morozewicz mamy jednak okazję dostrzec „wielokrotny” czarny kwadrat, a właściwie spiętrzenie kilkunastu wyszywanych godzinami kwadratów. Kwadratów nawarstwionych jeden na drugim, zwiększających się w trakcie budowania kompozycji, której granicę przestrzenno-czasową wyznacza skala białego płótna i fizyczna wytrzymałość materiału. Ostateczny efekt to organiczna bryła, samoreferencyjna, „performatywna” forma idealna, stanowiąca „zapis czasu”, w którym powstała. Różowa Korona Cierniowa. Jest to również – w moim odczuciu – forma komunikatu, w którym artystka ubiega się o „normalne” traktowanie KOBIET w obrębie sztuki. Szycie czy haftowanie kulturowo wiąże się z tzw. „kobiecymi robótkami”, a sztuka – tak jak wojna – z męskimi zajęciami i wartościami, czyli formą dominacji! Wyszycie w taki sposób Czarnego kwadratu na białym tle zaświadcza o próbie przełamania stereotypów i norm, o których zdecydowali mężczyźni.

Dystans wobec rzeczywistości oraz poczucie humoru zawarte z kolei w obiektach takich jak Tajemniczki Kolorowe Waginki oraz inne części ciała <pozwolą Marzannie Morozewicz żyć w młodości do późnej starości, tak jak Louise Bourgeois.

Jan Gryka

Jan Gryka, doktor habilitowany sztuki, profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, artysta sztuk wizualnych, kierownik Zakładu Intermediów i Rysunku na Wydziale Artystycznym UMCS, współtwórca i współprowadzący Galerię Białą w Lublinie.

TU I TERAZ, Galeria Sleńdzińskich, Białystok 2017