Galeria Arsenał, Białystok

HISTORIE O STAROŚCI

Czas trwania: 31 maja 2019 r. – 15 września 2019 r.

Wernisaż: 31 maja 2019 r., godz.: 18:00

Galeria Arsenał elektrownia
ul. Elektryczna 13 (wejście od ul. Świętojańskiej)
Białystok

 

 

 

 

 

Wystawa „Historie o starości”* jest głosem w debacie poświęconej problemowi starości. W Polsce obecnie żyje ponad 4 tys. ludzi w wieku ponad stu lat, wielu z nich cieszy się dobrym zdrowiem i kondycją intelektualną.

Na wystawie pokażemy prace artystów współczesnych (w większości polskich) mówiące o starości z różnych punktów widzenia i traktujące o rozmaitych jej aspektach: biologicznym, ekonomicznym, psychologicznym, społecznym – zwłaszcza w kontekście relacji międzyludzkich i międzypokoleniowych. Przede wszystkim spróbujemy określić, co to znaczy być starym człowiekiem w dzisiejszych czasach. Kiedy zaczynamy myśleć o starości? Jak zmieniają się postawy wobec osób starszych? Jaki obraz starości znajdujemy w przekazie medialnym, np. w publicystyce czy reklamach. I w końcu – jaką wizję starości kreuje sztuka? Jak widzą ją artyści różnych generacji? Czy dla tych, którzy tworzą do późnego wieku, starość jest w ogóle tematem ich sztuki?

Artyści: Koji Kamoji, Katarzyna Kozyra, Kobas Laksa, Dominik Lejman, Natalia LL, Marzanna Morozewicz, Magdalena Moskwa (praca z kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi), Małgorzata Niedzielko, Ewa Partum (praca z kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi), Krystyna Piotrowska, Daniel Rumiancew, Andrzej Strumiłło, Jan Szewczyk, Jan Świdziński, Ewa Zarzycka, Artur Żmijewski (praca z Kolekcji IIGalerii Arsenał).

* Tytuł wystawy jest inspirowany książką Georges’a Minois „Historia starości. Od antyku do renesansu”, tłum. Katarzyna Marczewska, 1995 (oryginalne wydanie francuskie: „Histoire de la vieillesse de L’Antiquite à la Renaissance”, 1987).

Zakończenie wystawy: 15.09.2019 roku.

https://galeria-arsenal.pl/wystawy/historie-o-starosci

Galeria im. Sleńdzińskich, Białystok

STĄPANIE – wystawa fotografii Marzanny Morozewicz.

Czas trwania: 15 grudnia 2018 r. – 13 stycznia 2019 r.

Wernisaż: 15 grudnia 2018 r., godz.: 17:00

Galeria im. Sleńdzińskich
ul. Wiktorii 5
15-070 Białystok

Wenecja, Santa Maria della Salute, 11.08.2018

STĄPANIE – wystawa fotografii Marzanny Morozewicz.

Wystawa fotografii Marzanny Morozewicz pt.: STĄPANIE to projekt artystyczny o charakterze autobiograficznym. Został on zrealizowany w 2018 roku na terenie Białegostoku, w kilku miejscowościach na Podlasiu oraz na Lagunie Weneckiej.
Jego istotą jest „pokazanie” wybranych miejsc jako obrazów tworzonych poprzez pryzmat doświadczenia indywidualnego: emocjonalnego i sensualnego jednocześnie, przez intymny filtr biograficzny, wpisujący się we współczesne narracje artystyczne sztuki kobiet.

Stąpanie to czynność, ale czy akt, i czy czyn. Zakłada ciągłość i zakłada trwanie. Zakłada ruch, performatyw. Akt, który powoduje. Akt to wykonanie. Tu zatrzymany w kadrze akt to obraz. Stąpa-nie – zaprzeczenie ruchu.
Stąpać Marzanny Morozewicz to przyglądać się, obserwować. I to ten wycinek obrazu, który towarzyszy stąpaniu. Wybrany z jakiegoś powodu, by na nim skoncentrował się wzrok wskazując na poszukiwanie i dostępowanie. Stąpanie to odnajdywanie się. W miejscu. Obraz stąpania niesie ze sobą nastrój tego aktu. Daje wyobrażenie dotyku. Czegoś, co mimo, że jest naszym uczestnictwem, pozostaje zawsze na zewnątrz nas, na granicy naszego ciała. Obraz wyraża to, co schowane przed wzrokiem. Czucie. Zmysłem dotyku. Emocja jest sensem. Jesteśmy poruszeni.

Ewa Tatar

Zakończenie wystawy: 13.01.2019 roku.

Całość projektu została realizowana w ramach stypendium artystycznego Prezydenta Miasta Białegostoku.

http://galeriaslendzinskich.pl/

Galeria im. Sleńdzińskich, Białystok

TU I TERAZ. Marzanna Morozewicz.

Czas trwania: 7 kwietnia – 7 maja 2017 r.

Wernisaż: 7 kwietnia 2017 r., godz.: 18:00

Galeria im. Sleńdzińskich
ul. Legionowa 2
15-099 Białystok

Kuratorka: Katarzyna Hryszko

 

17759828_10212129010051151_1323051935586291770_n

 

Tu i teraz. Marzanna Morozewicz.

Od pierwszej wystawy Marzanny Morozewicz w Galerii Białej w Lublinie w 1996 roku minęło już sporo czasu oraz zaszło wiele zmian, również i w jej twórczości. Generalnie można powiedzieć, że pierwsze obrazy artystki były abstrakcyjne i zawierały w sobie geometryczne formy w powiązaniu z malarskim gestem. Miały one jakieś cechy, nazwijmy to kontemplacyjne czy medytacyjne – nie są to jednak stwierdzenia „ostre” i dokładnie opisujące istotę tych wczesnych cykli obrazów. Z mojej perspektywy było to malarstwo wynikające jak gdyby z procesu studiów akademickich, co oczywiście nie podważa jego jakości, ale dopiero przełamanie tej konwencji wniosło to „coś”, co definiuje sztukę Marzanny Morozewicz.
(…)
Kolejny obszar twórczości Morozewicz, który ukształtował się w międzyczasie, to różnego rodzaju obiekty haftowane oraz prace zawierające w sobie jakieś materialne przedmioty, odnoszące się do sfery prywatnej czy rodzinnej. Tak więc znów okazuje się, że to, co jest nam najbardziej bliskie i przeradza się w jakieś artystyczne formy, nie łatwo i nie w sposób oczywisty staje się sztuką. (…) A dobitnie o tym zaświadcza opowieść Morozewicz o żydowskim kołnierzu: „Porządkowaliśmy taty rzeczy, mówi artystka. Była wśród nich pelisa, taki płaszczyk o przedwojennym kroju, podbity futerkiem z kołnierzem z wydry. Niezwykle archaiczna rzecz, ale ojciec nosił ją odkąd pamiętam”. Futro owo pochodziło z żydowskiego getta w Białymstoku i babcia artystki otrzymała je jako zapłatę za żywność. „Postanowiłam, że tej rzeczy nie można ot tak wyrzucić. Kołnierz wyprułam i wszyłam w obraz. Futro zostało przykryte jeszcze tiulową zasłonką. Trzeba ją podnieść, żeby zobaczyć wydrę”. Prace z tego cyklu tak opisuje Michał Jachuła w ulotce towarzyszącej wystawie Widok zapożyczony w Galerii Białej z 2011 roku: „(…) zbiór prac z wykorzystaniem prawdziwych rodzinnych „skarbów” ma najbardziej poetycki charakter. Obiekty zapożyczone z historii własnego życia, a dokładniej dzieciństwa, stają się symbolami przypominającymi bliskich artystki. Użytkowe przedmioty, którym autorka zmienia znaczenie, traktowane są z namaszczeniem niczym relikwie i talizmany”.
(…)
Dystans wobec rzeczywistości oraz poczucie humoru zawarte z kolei w obiektach takich jak Tajemniczki czy Kolorowe Waginki oraz inne części ciała pozwolą Marzannie Morozewicz żyć w młodości do późnej starości, tak jak Louise Bourgeois. /Jan Gryka/

Jan Gryka, doktor habilitowany sztuki, profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, artysta sztuk wizualnych, kierownik Zakładu Intermediów i Rysunku na Wydziale Artystycznym UMCS, współtwórca i współprowadzący Galerię Biała w Lublinie.

/fragm. z katalogu wystawy, tekst: Jan Gryka/

Marzanna Morozewicz zajmuje się twórczością artystyczną w zakresie malarstwa (obrazy, obiekty malarskie), tkaniny, rysunku i fotografii. Urodzona 21 kwietnia 1965 roku w Białymstoku. W latach 1984-1989 studiowała w Instytucie Wychowania Artystycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W 1998 roku obroniła doktorat, a w roku 2007 habilitację na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Obecnie pracuje na stanowisku profesora w Zakładzie Edukacji Wizualnej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku.
W swojej twórczości artystycznej Marzanna Morozewicz podkreśla motywy autobiograficzne, wątki odnoszące się do własnej cielesności oraz wskazuje na znaczenie płci w sztuce: opiera się na kategorii kobiecości jako doświadczenia wewnętrznego. Istotę tego doświadczenia stanowią emocje, intymny świat wewnętrzny, a także świat zewnętrzny, który odbierany jest sensualnie.

http://galeriaslendzinskich.pl/

Sztuka na warsztat. Twórcze haftowanie – warsztaty  odbyły się w Galerii Sleńdzińskich 22.04.2017 roku.

http://galeriaslendzinskich.pl/index.php?id=127&c=486

TWARZE UwB
Dr hab. szt. Marzanna Morozewicz, prof. UwB: Wszystko jest autobiograficzne.

Na indywidualną wystawę prac Marzanny Morozewicz pt. „Widok zapożyczony” w lubelskiej Galerii Biała przyszła 60-letnia pani, która nie wyglądała na bywalczynię wernisaży. Obejrzała wszystkie prace dokładnie, a potem spłakana i wzruszona podeszła do artystki, by jej opowiedzieć o tym, co przeżyła i podziękować.

– Ta wystawa była i dla mnie bardzo osobista, ale ona o tym nic nie wiedziała, a jednak bardzo trafnie odebrała przekaz – mówi prof. Morozewicz. – Zwierzyła się, że moje prace obudziły w niej jakieś zapomniane pokłady wspomnień i uczuć, przypomniały jej rodzinę, dzieciństwo, dom w Hrubieszowie, a nic tam nie było powiedziane wprost, żadnych podpisów, tytułów. Też byłam wzruszona. Myślałam potem bardzo długo o tym, że w skupieniu i w samotności „moszczę” te swoje przedmioty, tekstylia i obrazy (mam pracownię w bloku, w piwnicy), gdzieś to od czasu do czasu pokażę, a na wystawę przychodzi człowiek z ulicy i dla niego jest to silne przeżycie, doświadczenie emocjonalne, otwiera się w nim jakieś okno na własną intymną przestrzeń. Myślę, że o to właśnie chodzi w sztuce: by nieustannie otwierać przestrzeń wewnętrzną.

Obraz z żydowskiego kołnierza

Dr hab. szt. Marzanna Morozewicz, prof. UwB jest uznaną artystką. Ma na swoim koncie wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych. Pokazywane były w tak prestiżowych miejscach jak m.in. warszawska Zachęta, białostocki Arsenał, Instytuty Polskie we Francji i Niemczech.  Ale ta wystawa w lubelskiej Galerii Biała (gdzie także prezentowała swoje prace wielokrotnie) była szczególna. Powstała wkrótce po śmierci ojca.

– Porządkowaliśmy taty rzeczy. Była wśród nich pelisa, taki płaszczyk o przedwojennym kroju, podbity futerkiem, z kołnierzem z wydry. Niezwykle archaiczna rzecz, ale ojciec nosił ją odkąd pamiętam, przerabiał i znowu nosił. Zapytałam: co to jest – opowiada. – Okazało się, że podczas niemieckiej okupacji babcia przez dziurę w ogrodzeniu białostockiego getta, gdzieś w okolicach ul. Czystej, przekazywała Żydom żywność, a oni dawali jej jakieś wartościowsze rzeczy do spieniężenia albo żeby się odwdzięczyć. Któregoś razu dali babci tę pelisę. Nikt jej nie kupił, nikt jej nie nosił. Dopiero po wojnie ojciec zrobił sobie z niej palto. Pomyślałam wtedy: jakaż historia! Myśliwy ustrzelił tę wydrę w latach 20. albo 30., została kołnierzem i nosił ją jakiś zamożny Żyd. Sprzedana za ziemniaki czy chleb, być może uratowała kogoś przed śmiercią głodową, a potem grzała mojego ojca. Postanowiłam, że tej rzeczy nie można ot tak wyrzucić. Kołnierz wyprułam i wszyłam w obraz. Futro zostało przykryte jeszcze tiulową zasłonką. Trzeba ją podnieść, żeby zobaczyć wydrę. Ta 60-letnia kobieta stała przed tym obrazem bardzo poruszona, a przecież nic nie wiedziała o całej historii, nic jej nie opowiadałam, obraz nie był zatytułowany, bo nie chciałam sugerować odbiorcom tropów interpretacji. A ona jednak zrozumiała moje emocje i to jest prawdziwy kosmos…

Studia i pasja

Odkąd pamięta była dzieckiem rysująco-malującym. Parę najwcześniejszych prac kilkuletniej Marzanny, zachowało się dzięki przytomności rodziców. Chciała iść do Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Supraślu, ale były wtedy ciężkie lata 80. i rodzina się  nie zgodziła. Uczyła się więc w II LO w Białymstoku. Nauczycielem plastyki był tam Józef Zdziech, słynna postać białostockiej bohemy. Zapisała się do niego na zajęcia pozalekcyjne i naturalnym było, że dalej pójdzie drogą kształcenia artystycznego. Dostała się na studia plastyczne na UMCS w Lublinie. Nie miała obaw, że wybierając studia artystyczne nie zarobi na chleb. To były inne czasy.

– Studia wybierało się  raczej z pasji i upodobania. W dalszej kolejności liczyło się to, czy po tym kierunku będę mieć dobrze płatny zawód – wspomina. – Na pierwszym roku różnica między mną, a osobami po szkołach plastycznych była spora.  Oni mieli większe umiejętności, opanowaną technikę, ale to ja miałam lepsze oceny, choć robiłam warsztatowo słabsze prace. Wykładowcy tłumaczyli, że to dlatego, iż nie posługuję się znanymi kodami, nie mam rutyny, podchodzę do zadanego tematu świeżo i bardziej kreatywnie niż inni studenci. Malarstwo autentycznie mnie pochłaniało, techniczne braki szybko nadrobiłam.

Dr hab. szt. Marzanna Morozewicz, prof. UwB (doktorat i habilitację obroniła na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie) zauważa też artystyczne pasje wśród niektórych swoich studentów Wydziału Pedagogiki i Psychologii UwB, gdzie wykłada o sztuce. Choć widzi, że bardziej w swoich zawodowych wyborach kierują się teraz rynkowymi realiami i wygodą. Ale jest też grupka zapaleńców. Z myślą o nich na kierunku „Pedagogika” powstała nowa specjalność „Edukacja wizualna”, po ukończeniu której absolwenci będą uzyskiwali uprawnienia nauczycielskie do prowadzenia zajęć plastycznych w szkołach, w domach kultury i innych placówkach oświatowych.

Międzywydziałowy Instytut Kulturoznawstwa i Sztuki

W bliskich planach pracowników kulturoznawstwa działających na dwóch wydziałach UwB, a także władz Uczelni jest utworzenie Międzywydziałowego Instytutu Kulturoznawstwa i Sztuki na UwB. – Wszystkie dokumenty zostały już złożone i czekamy na decyzję Rektora. Mam nadzieję, że formalności wkrótce zostaną dopełnione i wreszcie powstanie w Białymstoku Instytut, który z czasem zapewne zaproponuje uniwersyteckie studia artystyczne dla osób zainteresowanych sztuką. Byłaby to wyjątkowa oferta w północno-wschodniej Polsce. Na Wydziałach mamy świetnych specjalistów: teoretyków, ale i doświadczonych praktyków, co powinno być teraz w cenie.

O karnawale i o poście

Marzannę Morozewicz często klasyfikuje się jako przedstawicielkę nurtu kobiecego w sztuce. Nie zgadza się z tym. Jest przeciwna klasyfikacji sztuki na kobiecą i męską. Choć zauważa, że jako kobieta-artystka ma trudniej, bo musi zmagać się ze stereotypami, reagować, kiedy słyszy np.:  prace kobiet odeślemy do bloku B, bo tam jakieś tkaniny, piórka, lusterka.

– W istocie nie czuję się artystką sztuki kobiecej, a już na pewno nie feministycznej – mówi. – W moim przekonaniu to, co robię, jest uniwersalne, nie odnosi się do żadnego prądu, nie jest w mainstreamie świata sztuki, nie jest też komentarzem do bieżącej rzeczywistości społeczno-politycznej. Ale jest w tej sztuce i o karnawale, i o poście, o śmierci i o euforii życia.

O tym ostatnim opowiada praca z 2016 roku, eksponowana w Galerii Biała w ramach zborowej wystawy „DADA tak? tak!” Są tam żarty, prowokacje, rozbuchanie, odniesienia do seksualności, ale obrazy Marzanny Morozewicz z lat 90. były zupełnie inne, wręcz medytacyjne, nawiązujące do malarstwa Marka Rothko, nakłaniające do kontemplacyjnego patrzenia na płótno.

– Nie mam założenia, że będę tworzyła sztukę kobiecą albo medytacyjną, albo jakąkolwiek inną – mówi. – To, co w danym momencie realizuję związane jest z moją osobistą narracją, z tym co mnie interesuje, pociąga, zachwyca, a może być też ciekawe i ważne dla innych. Wszystko co robimy, jest autobiograficzne. Jeśli nie odnosi się do nas samych, do naszego życia, to na pewno do przodków, do miejsca, w którym żyjemy, do tradycji.

 

Więcej informacji o twórczości artystycznej Marzanny Morozewicz mozna znaleźć na jej autorskiej stronie: http://www.mamo.art.pl/

Od 7. kwietnia do 7. maja 2017 roku prace Marzanny Morozewicz będzie można obejrzeć na wystawie indywidualnej w białostockiej Galerii Sleńdzińskich przy ul. Legionowej 2.

Na zdjęciu Marzanna Morozewicz przy swojej pracy zatytułowanej „Stół obfitości/Table d’abondance”, prezentowanej w lubelskiej Galerii Biała podczas wystawy zorganizowanej z okazji stulecia ruchu dadaistycznego pt. „DADA tak? tak!” w 2016 roku.

ZA: http://www.uwb.edu.pl/nowosci/twarze-uwb/dr-hab-szt-marzanna-morozewicz-prof-uwb-wszystko-jest-autobiograficzne/34360a98